Jak podaje agencja Bloomberg, poziom zmienności na parkietach Starego Kontynentu nie odbiegał w tak dużym stopniu od sytuacji na Wall Street od 2008 roku. Część analityków wskazuje na to, że nowojorskie giełdy są swoistym "bezpiecznym schronieniem" przed giełdową zawieruchą.
Rozdźwięk między poziomem zmienności na europejskich i amerykańskich parkietach nie był tak silny od października 2008 roku, kiedy to upadł bank Lehman Brothers, podała agencja Bloomberg.
Stephen Wood z Russell Investments uważa, że amerykańskie akcje zdają się być obecnie mniejszym złem z punktu widzenia inwestorów. „Nic nie wygląda dobrze, więc one są najmniej złe”, mówi analityk.
Maneesh Deshpande z Barclays przekonuje z kolei, że rozdźwięk między poziomami zmienności na parkietach po obydwu stronach oceanu może się dalej poszerzać. „Jeśli spojrzeć na spread pomiędzy zmiennością S&P i Euro Stoxx, to jest on szerszy, ale nie oznacza to, że znajduje się on przy ekstremach. Powinien on być jeszcze wyższy, gdyż wszystkie katalizatory znajdują się w Europie i tamtejsze akcje zbliżają się do dołków z marca 2009 roku”, dodaje Deshpande.
dah/bloomberg