Sesja zaczęła się od skromnych wzrostów. Przez większość dnia niewiele się działo na warszawskim parkiecie. W tym samym czasie zachodnie giełdy odbijały się po ostatnich spadkach- na taki scenariusz zanosiło się również na GPW. W ostatnich minutach strona podażowa przejęła inicjatywę i sprowadziła indeks poniżej wczorajszego zamknięcia.
Po dwóch sesjach silnych spadków, początek dnia przyniósł niewielkie odbicie. Do godziny 10-tej osiągnięte zostało dzienne maksimum na poziomie 2346pkt. a więc zaledwie 1 punkt poniżej porannego dna ze środy. W ciągu kolejnych godzin na rynku niewiele się działo. Osłabione byki pilnowały aby nie doszło do spadku do nowego dna, niedźwiedzie zaś atakowały gdy indeks zbliżał się do wczorajszych oporów. Dopiero w końcówce sesji doszło do mocniejszego spadku, w efekcie indeks ustanowił kolejne dno tym razem na poziomie 2310pkt. Zamknięcie nastąpiło nieznacznie wyżej (2314pkt; -0.25%). Obroty jak na tak nudną sesję spadły znacząco do 1.1 mld zł. Na poprzednich dwóch sesjach były wysokie i wyniosły 1.65 mld zł.
Europejskie parkiety zaczęły dzień w okolicach wczorajszego zamknięcia, ale w Paryżu i Frankfurcie kupujący szybko zdobyli niewielką przewagę i do południa tamtejsze indeksy zyskiwały po 0,7 proc. Tylko londyński FTSE nie mógł zdobyć się na ruch w górę. Na giełdach naszego regionu przeważały niewielkie wzrosty. Tracił jedynie wskaźnik w Sofii. W Grecji - po serii gwałtownych spadków - mieliśmy wreszcie odbicie. Indeks ATGI zwyżkował o ponad 3,5 proc., a pod koniec dnia zwiększył skalę wzrostu do ponad 5 proc. Hiszpański IBEX30 zwiększał swoją wartość o 0,3-0,4 proc.- napisał w podsumowaniu dnia Roman Przasnyski, analityk Gold Finance.
„Dzisiejsza sesja ponownie obnażyła słabość strony popytowej. Fala spadkowa z tegorocznego szczytu (2453pkt.) ma już zasięg 143pkt. Bliskość psychologicznego wsparcia na poziomie 2300pkt. powinna zmobilizować popyt do zapoczątkowania odbicia. Jego zasięg można szacować na 2375pkt., maksymalnie do 2400pkt. W grudniu nowego szczytu już nie powinniśmy zobaczyć. W dłuższej perspektywie czekają nas dalsze spadki"- ostrzega Sławomir Dębowski.
Zdaniem niektórych rynkowych komentatorów dla większych graczy wykorzystujących analizę fundamentalną rok inwestycyjny już się skończył. Jeżeli ta teza się potwierdzi to rynkiem będą rządzić day traderzy. „Oznacza to dużą zmienność notowań. Informacje makro mogą być interpretowane odmiennie niż wynikałoby to z logiki"- twierdzi Cezary Adamczyk publicysta Rzeczpospolitej.