| Kategorie: Makro, Przegląd prasy |
Niezależnie od ostatecznego terminu przyjęcia przez Polskę unijnej waluty, już dziś powinniśmy nadrabiać braki w sterowaniu kursem złotego, by później potrafić ustabilizować ją na korzystnym poziomie. Pytaniem jest jaki poziom można nazwać korzystnym.
Wachlarz oczekiwań
Zależnie od profilu swojej działalności, polscy przedsiębiorcy widzą optymalny kurs złotego na różnych poziomach. Eksporterom opłaca się wprowadzenie euro przy mocno niedowartościowanym kursie złotego. Dzięki wysokim cenom za euro, czerpią większe zyski z wymiany handlowej z innymi krajami wspólnoty.
Zadłużeni w obcych walutach mają już całkiem odwrotny interes. Drastyczne wzrosty rat pożyczek notowane w ostatnich miesiącach, są głównie przyczyną zmiany kursów walut.
Podobne do powyższego stanowisko, będą prezentowali importerzy, dla których wysoki kurs euro jest jednoznaczny z wysokimi cenami nabywanych towarów.
Znaleźć kurs optymalny
Najodpowiedniejszym jest taki kurs, który nie krzywdzi, ale i nie wzmacnia zbytnio żadnej ze wspomnianych wyżej stron. Jak dowiadujemy się z Forbesa, optymalny byłby poziom równowagi, czyli taki, który pozwoliłby gospodarce rozwijać się w optymalnym dla niej tempie (dla Polski to ok. 5 proc. wzrostu rocznie), przy utrzymaniu w ryzach deficytu na rachunku obrotów bieżących, inflacji i bezrobocia.
Według ekonomistów, lepiej dla polskiej gospodarki, jeśli złoty byłby w momencie wejścia do ERM2 lekko niedowartościowany.
- Starałbym się tak pomylić w kształtowaniu kursu, by wchodzić do ERM2 z lekko niedowartościowanym złotym, i tak prowadzić politykę i komunikację z rynkiem, by wyjść z tego mechanizmu z kursem też lekko niedowartościowanym. Taka byłaby sytuacja idealna, ale, jak to z ideałami, niełatwo ją osiągnąć - mówi w wypowiedzi dla Forbesa Krzysztof Rybiński, partner Ernst & Young, były wiceprezes NBP.
Obecnym problemem, związanym z kryzysem na globalnych rynkach, jest to, że bardzo ciężko określić obecny poziom kursu równowagi, a tym bardziej jak mógłby się on kształtować w przyszłości.
- Nikt nie ma pojęcia, jaki jest kurs fundamentalny teraz, kiedy handel na świecie stanął - mówi, cytowany na łamach Forbesa Mateusz Szczurek, główny ekonomista ING Banku Śląskiego.
Według ekonomistów, gdybyśmy przystępowali do ERM2 w marcu, złoty zostałby związany z euro przy kursie pomiędzy 3,8 i 4,65 zł.
Kurs konwersji jest kluczowy
Wynik negocjacji z reprezentantami Unii, a więc tym samym ostateczny kurs waluty, przy którym gospodarka wchodzi do strefy, ma niebagatelny wpływ na jej późniejsze wyniki. Dotychczasowym członkom wspólnoty nie jest na rękę aby nowy kraj miał jak najlepsze warunki, bo boją się konkurencji.
W praktyce wygląda to tak, że zbyt mocna waluta powoduje spadek konkurencyjności i wysoki poziom płac przy dość niskiej inflacji. Rynek szuka więc ratunku w zwiększaniu bezrobocia i obniżaniu wynagrodzeń.
Zbyt niedowartościowany kurs, również nie jest wcale korzystny. Pomimo wysokiej konkurencyjności na początku (niskie ceny i wynagrodzenia), po okresie wzrostu wskaźników, następuje jej załamanie. Ludzie i firmy zadłużają się, rośnie PKB i wynagrodzenia, ale też inflacja.
Pytaniem pozostaje więc, na jaki kurs wymiany zgodzą się nasi unijni partnerzy. W czasach kryzysu będą oni z pewnością mniej skłonni do pójścia nam na rękę w tej kwestii.
Wahania kursu męczą wszystkich
Według badań, polscy przedsiębiorcy, jednoznacznie opowiadają się za przyjęciem unijnej waluty - postuluje to 98 proc. badanych. 96 proc. z nich, za główną korzyść tej operacji, uważa zniknięcie ryzyka kursowego w wymianie handlowej.
Podobne podejście zdają się prezentować nasi unijni partnerzy biznesowi, dla których wysokie koszty transakcyjne i wahania wartości walut, generują zbędne koszty i często stwarzają zagrożenie dla ich biznesu.
Czy Polska poradzi sobie z regulowaniem kursu?
NBP od ponad dekady nie przeprowadzał poważniejszych interwencji walutowych. Tymczasem ewentualna gra spekulacyjna obliczona na osłabienie złotego i negatywne nastroje inwestorów mogą wymagać w trakcie naszej obecności w ERM2 ogromnego zaangażowania.
Rząd ma w tym momencie do dyspozycji ok. 7 mld euro na rachunkach BGK i NBP. Jednak nie oznacza to, że są to jedyne środki jakich moglibyśmy użyć w obronie docelowego kursu. Państwa Unii i Europejski Bank Centralny są bowiem zobligowane do udzielania wsparcia Polsce w trakcie jej starań o przyjęcie wspólnej waluty. Oznacza to, że NBP mógłby użyć innych dostępnych narzędzi, takich jak pożyczki od EBC i interwencje słowne władz pozostałych krajów członkowskich.
Niestety w obliczu nieprzewidywalnego w skutkach kryzysu, ciężko powiedzieć jak kosztowne byłyby interwencje w obronie kursu polskiej waluty podczas naszej obecności w korytarzu ERM2.
Więcej na ten temat przeczytasz w kwietniowym numerze Forbesa
Forbes / Grzegorz Cydejko
|
Dodaj artykuł do: |
|
Czy sądzisz, że istnieje realne zagrożenie ogłoszenia przez któregokolwiek członka strefy euro bankructwa?
| 75% |
| 25% |